Inna Historia Świata: Ruiny Nan Madol. Zaginiony ląd Mu

Ruiny Nan Madol stanowią do dnia dzisiejszego ogromną tajemnicę dla naukowców. W zasadzie na temat „Wenecji Pacyfiku” nie można powiedzieć niczego konkretnego. Nie wiadomo, w jakim celu wzniesiono zabudowania, kiedy to zrobiono dokładnie i kim są budowniczowie starożytnego miasta. Jasnym jest natomiast, że budowy nie mógł podjąć się prymitywny lud, który zamieszkiwał Nan Madol przed 2 000 lat. 

W audycji przedstawiono stan wiedzy na temat tego zadziwiającego miejsca i próbę odpowiedzi na najbardziej frapujące pytania.

 

Reklamy
Opublikowano Audycje | Dodaj komentarz

Nowe badania potwierdzają: nasi przodkowie byli znacznie inteligentniejsi.

 

Początki ludzkości, to wciąż zagadka. Tymczasem niedawno pewien uczony na podstawie własnych badań doszedł do ciekawych wniosków wnoszących zupełnie nowe spojrzenie na gatunek Homo erectus.

Wcześni ludzie mogli nauczyć się mówić znacznie wcześniej, niż wcześniej sądzono.Wydaje się, że nasi przodkowie prezentowali znacznie wyższą kulturę intelektualną i daleko było im do bycia „głupimi istotami podobnymi do małp”. Ekspert językowy twierdził, że ​​członkowie Homo erectus byli w stanie rozmawiać ze sobą za pomocą słów.

Profesor Daniel Everett ogłosił swoją kontrowersyjną teorię na dorocznym spotkaniu Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Postępu Naukowego. Pochodzenie języka owiane jest tajemnicą, a wielu ekspertów twierdzi, że jest to wyjątkowa cecha naszego gatunku – Homo sapiens. Oznaczałoby to, że język powstał nie dalej niż nasze początki około 200 000 lat temu- wedle oficjalnej wiedzy akademickiej.

Najwcześniejsze dowody na istnienie gatunku Homo erectus pochodzą  sprzed około 1,9 miliona lat temu, co oznacza, że ​​początki pierwszego języka mogą zostać znacznie przesunięte w czasie. Profesor Everett twierdzi, że prymitywna forma mowy byłaby konieczna, aby Homo erectus osiągnął zdolność do żeglowania. Według profesora:

„Oceany nigdy nie były przeszkodą w podróżach Erectusa. Popłynęli na Kretę i inne wyspy. Było to zamierzone – potrzebowali rzemiosła i musieli przetransportować co najmniej 20 grup osobowych, aby dostać się na miejsce „.  

Jak wiadomo, pochodzący ze wschodniej Afryki Homo erectus rozprzestrzenił się po całym świecie. Ich szczątki znaleziono w Europie i Azji. Niektórzy eksperci twierdzą, że tajemniczy gatunek podobny do „hobbitów”, Homo floresiensis, który został odkryty na wyspie Flores w Indonezji, pochodzi właśnie od Homo erectus. Everett jest niemal pewny, że umiejętność żeglowania po otwartym basenie wodnym wymagała bardziej skomplikowanej komunikacji między „żeglarzami”. Raz jeszcze oddaję głos naukowcowi:

„Erectus potrzebowali języka, kiedy płynęli na wyspę Flores. Nie mogliby po prostu złapać się nawzajem na pływającej kłodzie, ponieważ wtedy byliby zgubieni, kiedy napotkaliby prąd morski”. Przodkowie „hobbitów” mogli być pierwszymi ludźmi, którzy opuścili Afrykę musieli więc posiadać możliwość wiosłowania. A jeśli wiosłowali, musieli potrafić powiedzieć „wiosłuj tam” lub po prostu „nie wiosłuj”. Potrzebowali komunikacji symbolicznej, a nie tylko mowy polegającej na wydawaniu z siebie chrząkania lub niezrozumiałych odgłosów”.

Podczas gdy pomysł ten został przez niektórych przyjęty z zadowoleniem, profesor Everett spotkał się również z krytyką ze strony ekspertów o pochodzeniu ludzkim. „Nie zgadzam się, że na Erectus musiał mieć łodzie, aby dostać się do Flores” – powiedział profesor Chris Stringer z Muzeum Historii Naturalnej, argumentując, że to tsunami mogło przetransportować wczesnych ludzi między wyspami na tratwach. Profesor Everett zauważył, że chociaż pierwsi przedstawiciele naszego gatunku mogli rozwinąć język, to nie byłby on tak wyrafinowany jak ten używany przez współczesnych ludzi.

Jak widać co raz więcej naukowców dopuszcza możliwość, że przodkowie ludzi nie byli prymitywnymi małpami uganiającymi się za zaspokojeniem własnych potrzeb bytowych. Oczywiście wciąż pomijane są dowody na wcześniejsze wyjście ludzi z Afryki, bo nie słyszałem, aby którykolwiek szanowany profesor antropologii poruszył na temat śladów człowieka sprzed 6 000 000 milionów lat odnalezionych na Krecie. Środowisko naukowe, to wciąż zamknięta na rzeczywistość grupa „ważniaków”, którzy prędzej, czy później będą musieli ustąpić wizji świata nowego pokolenia.

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz

Kamienna armia Inków. Ingerencja pozaziemskich sił w losy ludzkości?

Legenda o żołnierzach z kamienia jest jedną z najbardziej zastanawiających legend inkaskich.Opisuje ona niezwykłe zwycięstwo Inków nad armią Chanka w 1438 roku. Na czym polegał fenomen, dzięki któremu możliwa była wiktoria? 

Uczeni głównego nurtu postrzegają wydarzenie z 1438 roku, jako próbę podkreślenia wyczynu niespodziewanego zwycięstwa Inków w bitwie pod Yahukarpampą. Legenda andyjska mówi o wielkiej bitwie, w której Inkowie na pierwszy rzut oka byli na przegranej pozycji przeciwko przerażającemu wrogowi. Na pomoc wezwane zostało największe bóstwo, czyli Wirakocza. Bóg odpowiedział na w całkowicie niespodziewany sposób.

Odnotujmy, że Hanan Chanca Anccu Hualloc zebrał ponad 40 000 żołnierzy i podjął się podboju Cusco.  Legenda głosi, że władca Inków Hatun Tópac (Huiracocha Inca) i jego syn, książę koronny Urco, tchórzliwie opuścili stolicę i lud Cusco, aby bronić się przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Zapanowała anarchia, aż młody książę Cusi Yupanqui (Pachacutec Inca) począł stawiać opór. Dokonał on rekrutacji małej armii, by bronić miasta przed najazdami wroga.

Przedtem książę zwrócił się do bogów, wzywając potężnego Wirakoczę.  Andyjski bóg-stwórca, pojawił się we śnie i powiedział księciu Cusi Yupanqui, że wyśle ​​żołnierzy, aby pomogli w nierównej walce, obiecując przytłaczające zwycięstwo Inków.

Potężna armia Chanka była pewna, że ​​czeka ich łatwa bitwa do rozstrzygnięcia. Gdy armia nacierała na Inków, marzenie księcia Pachacuteca spełniło się; otaczające wojowników kamienie nagle przemieniły się w wojowników, którzy zaatakowali Chanka, powodując ich odwrót.

Tymczasem, gdy zagrożenie ustało, tajemniczy żołnierze z kamienia powrócili do swojej pierwotnej formy, czyli głazów.

Naukowcy uważają, że kamienni żołnierze, zwani purakasami, byli tylko częścią mądrej strategii stworzonej przez młodego księcia i polegającej na odpowiednim maskowaniu się żołnierzy i ustawieniu ich w taki sposób, aby Chanka sądzili, że Inkowie mają znacznie większą armię.

Inne źródła historyczne sugerują, że wiele lokalnych grup etnicznych, które początkowo odmówiły udziału w konflikcie, w rzeczywistości  oczekiwało na to, która ze stron zyska przewagę na polu bitwy, aby następnie dołączy do niej, robiąc wrażenie pojawienia się znikąd. Pamiętajmy jednak, że Chanka byli ludem dosłownie krwiożerczym i niezwykle gwałtownym, więc jakikolwiek odwrót z byle powodu nie wchodził w grę.

Musiało zatem stać się coś zupełnie innego, dużo bardziej widowiskowego, niż głosi oficjalna historia. Istnieje jeszcze kilka dziwnych opowieści „naukowych” tłumaczących co naprawdę stało się na polu bitwy, jednak żadna z teorii nie jest wystarczająco przekonywująca. W nauce często dochodzi do sytuacji, gdy badacze nie potrafiąc wyjaśnić danego zagadnienia po prostu wymyślają najrozmaitsze „legendy”, które po dokładniejszej analizie nie trzymają się przysłowiowej kupy.

                         Podobizna Wirakoczy, pozaziemskiej istoty?

Czy więc możliwe, że Wirakocza, nazywany przez wielu autorów starożytnym kosmitą, w rzeczywistości stworzył „cudowną” armię, która pomogła obronić Inków? Musimy pamiętać, ze istoty pozaziemskie potrafiły manipulować fizyczną rzeczywistością, która tylko pozornie wydaje się być namacalna. Fizyka kwantowa udowadnia, że świat zmysłów jest iluzją powstającą za sprawą naszych mózgów (więcej tutaj:https://lukaszkulak92.wordpress.com/2014/06/06/holograficzna-rzeczywistosc/)

Oczywiście chyba nigdy nie rozstrzygniemy do końca historii kamiennej armii. Jak zwykle, więcej pytań, niż odpowiedzi, ale taka właśnie jest historia naszych przodków żyjących tysiące lat temu. Losy starożytnych i prehistorycznych cywilizacji należy traktować jako niezgłębioną tajemnicę pozostającą otwartą kartą w dziejach ludzkości.

Opublikowano Inne miejsca świata | Dodaj komentarz

Mityczni królowie faktycznie istnieli!

 

Historia rządów królewskich na Ziemi sięga zamierzchłej przeszłości. Dzisiaj dysponujemy dowodami potwierdzającymi, że tzw. mityczni władcy naprawdę istnieli.

Odkryta w 1995 roku przez J.C. Darnella i D.Darnella w Gebel Tjauti (na południowy wschód od Abydos), „Tablica Skorpiona” przedstawia procesję z okazji zwycięstwa prowadzoną przez króla Skorpiona (którego imię zapisane jest jako jastrząb nad skorpionem) sugerującą, że skorpion pokonał władcę Nagady i zunifikowany Górny Egipt, co można potraktować jako wstęp do zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu przez Narmer.

Starożytna tablica przedstawia bezprecedensowe szczegóły dotyczące tajemniczego króla, którego osiągnięcia zostały uznane za materiał mitologiczny i legendy. Tablica, mierząca 18 na 20 cali została odkryta, podczas gdy dr John Coleman Darnell i jego żona, dr Deborah Darnellthey, badali starożytne szlaki handlowe na pustyni na zachód od Nilu, w miejscu Gebel Tjauti.

Wiele tekstów spisanych przed tysiącami lat wskazuje, że początki cywilizacji na Ziemi, również w Egipcie, należy cofnąć co najmniej o kilkanaście tysięcy lat. Aby poznać prawdziwe korzenie historycznych kultur musimy cofnąć się w małą znaną i większości przypadków tajemniczą, często bardzo niesamowitą prehistorię.

W połowie drogi między historią a legendą znajduje się postać faraona, który żył na Ziemi przed zjednoczeniem starożytnego Egiptu, a którego symbolem był skorpion pod ochroną sokoła. Ten monarcha, najstarszy znany do tej pory, został popularnie zwany Królem Skorpionów.

Historia króla skorpionów jest starsza, uważana do niedawna za pierwszego z faraonów, Narmera, który postrzegany jest jako pierwszy władca starożytnego Egiptu. Wszyscy faraonowie przed nim uważani byli przez ekspertów za absolutny mit.

Co ciekawe, po raz kolejny odkrycia archeologiczne dowiodły jak cienka linia dzieli mit od rzeczywistości. Uważa się, że imię władcy może reprezentować albo jego opór, albo sukces w strategii wojskowej, ale jest prawie pewne, że to powiązanie jest związane z królewskimi umiejętnościami na polu bitwy.

Szacuje się, że antyczny władca musiał żyć między 3200 a 3300 p.n.e., kiedy górny              i dolny Egipt były zjednoczone. Co sprawia, że ​​odkrycie jest jeszcze bardziej fascynujące, to fakt, że do niedawna uważano, że pierwsi królowie, którzy byli reprezentowani, jako pół mężczyźni i pół zwierzęta, byli jedynie postaciami mitologicznymi, ale odkrycie Horusa- Skorpiona potwierdziło, że byli oni ludźmi. Co więcej, archeolodzy wierzą, że podboje Króla Skorpiona rozpoczęły egipski system hieroglifów, rozpoczynając potrzebę przechowywania zapisów na piśmie. W zasadzie trudno oszacować kiedy dokładnie miały miejsce rządy opisywanego władcy. Podana przez naukowców powyższa data wynika z kontekstu historycznego, a nie faktycznych badań.

Wydaje się więc, że mamy dowód, iż prehistoryczne dzieje cywilizacji na naszym globie, to nie mit. Być może odkrycie archeologiczne jest początkiem do zaakceptowania tekstów starożytnych nawiązujących do prehistorycznych wydarzeń spisanych przez naszych przodków i odrzuconych przez akademickich naukowców.

Opublikowano Starożytny Egipt | Dodaj komentarz

Tammuz i Jezus. Czy życie Zbawiciela było wzorowane na historii starożytnego bożka?

 

Religia chrześcijańska ma silne korzenie w pogańskich wierzeniach starożytnych kultywowanych na terenie Bliskiego Wschodu. Okazuje się, że główną postać chrześcijaństwa- Jezusa- łączą związki z akadyjskim bogiem Tammuzem.

Temat powiązań obecnie istniejących religii na Ziemi i wierzeń praktykowanych kilka tysięcy lat temu należy do bardzo ciekawych i zastanawiających zagadnień. Jeżeli bowiem prawdą jest, iż gromadzące obecnie rzesze wiernych kulty są odbiciem pogańskich obrzędów religijnych raptem wychodzi na jaw, że przez dziesięciolecia byliśmy i wciąż jesteśmy okłamywani przez duchownych (faktycznych przywódców religijnych znających fakty).

Tak się składa, że postać Jezusa wykazuje bardzo duże podobieństwo z akadyjskim bożkiem płodności i wegetacji Tammuzem. Co więcej, był on postrzegany przez ludność jako pasterz, ponieważ dostarczał mleko owcom, by te odżywiały swoje jagnięta.

Istnieją paralele między mitami dotyczącymi Tammuza, a historią Jezusa. Podobnie jak Tammuz Jezus także umarł i powstał z martwych. Jezus był także boskim bytem. Jednak poza tymi podobieństwami historia Tammuza i Jezusa jest zupełnie inna. Jedną z głównych różnic jest przyczyna ich śmierci. Jezus umarł za grzechy ludzkości, a Tammuz został zabity z gniewu przez swoją kochankę. Prawdą jest, że akadyjskie bóstwo zostało zabite, ale nie była to dobrowolna ofiara. Jezus z kolei przez nikogo nie przymuszony udał się na krzyż, aby zostać ukrzyżowanym, jeśli wierzyć tekstowi Ewangelii. Kolejną różnicą pomiędzy Jezusem, a Tammuzem jest aspekt zbawienia i ochrony. Starożytny bożek wydaje się ratować ludzi tylko przed fizycznym głodem i śmiercią. Nie zbawił ludzi od grzechu czy sądu za nieposłuszeństwo Bogu lub bogom.

Kolejną różnicą jest rodzaj życia, jaki zaoferował Tammuz i Jezus. Pierwszy z nich oferował dobrobyt materialny w życiu doczesnym, zdrowe stada i obfite plony. Jezus jednak przybliżał ludzi do rzeczywistości niematerialnej: preferował duchową odnowę i życie wieczne po ostatecznym, cielesnym zmartwychwstaniu. Starożytni chrześcijanie wierzyli, a współcześni chrześcijanie nadal wierzą, że pewnego dnia święci powstaną z martwych w taki sam sposób, jak Jezus. Czciciele Tammuza wierzyli, że dzięki swojemu dobroczyńcy mogą dostąpić godnego życia na ziemi, ale nigdy nie powstaną z martwych jak ich bóg. Będą za spędzać wieczność w mrocznym podziemnym świecie. Tammuz wydaje się mieć o wiele mniejszy wpływ na świadomość ludzką, niż Jezus. Przesłania antycznego boga kończą się na zaspokojeniu potrzeb fizycznych, natomiast Jezus posiadał własną filozofię życia wykraczającą poza materialne pojmowanie świata, co w czasach przebywania Jezusa na Ziemi było czymś nie do pomyślenia!

Porównując żywot Tammuza i Jezusa mamy do czynienia z dwoma różnymi szkołami etycznymi i filozoficznymi i podobieństwo między oboma świętymi postaciami religijnymi sprawdza się, ale tylko na krótką metę.

Co innego, gdyby identyfikować Tammuza z Nimrodem, który według naszych przodków urodził się 25 grudnia… Ponadto, symbolem Tammuza był krzyż, do którego modlili się jego wierni.

Podsumowując, uważam, że dokonując porównań Zbawiciela z bożkami starożytnymi należy wykazać wyjątkową ostrożność. Myślę, że daty i obrzędy znane w kulturze chrześcijańskiej mają stu procentowe korzenie w pogańskich kultach- chociażby z tego względu, że w Piśmie Świętym nie ma mowy o jakichkolwiek terminach świąt itd.

Podobieństwa pomiędzy Jezusem, a bożkami są znacznie poważniejszym tematem należy spojrzeć na nie pod odpowiednim kątem. W moim artykule: https://lukaszkulak92.wordpress.com/2014/03/29/prawdziwe-pochodzenie-chrzescijanstwa/ opisałem dosyć szczegółowo zależności zachodzące między życiem Jezusa, a bożkami antycznymi. Wydaje się, że przeszłość Zbawiciela została oparta o żywot starożytnych bogów, jednak faktem niepodważalnym jest różnica w postrzeganiu rzeczywistości przez Chrystusa i Jego oponentów- co zresztą już zaznaczyłem powyżej. Jest to kwestia fundamentalna, ponieważ pokazuje drastyczną różnicę między światopoglądem Jezusa i środowiska, w jakim żył.

Wyłaniający się obraz z dostępnych nam informacji jest następujący: nie można w żaden sposób zaprzeczyć istnieniu Jezusa, jednak nie ulega wątpliwością, że historia Zbawiciela  i Jego niektóre cudowne dokonania wzorowane są na czynach bożków: chodzenie po wodzie itp.

Jakie są autentyczne dzieje Jezusa? I czy kiedykolwiek oddzielimy opowiastki od rzeczywistości, pozostaje wciąż w sferze trudno dostępnej dla ludzkości.

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz

Kosmiczny kataklizm sprzed 13 000 lat stał się faktem! Nowe dowody

Kataklizm sprzed 13 000 lat po raz kolejny został udowodniony naukowo. Nowe studium analizuje ogromną ilość danych, dając jednoznaczną odpowiedź.

W obszernych badaniach, w których wzięło udział dwudziestu czterech naukowców i opublikowanych w dwóch artykułach naukowych, eksperci stwierdzili, że nasza planeta ucierpiała na skutek oddziaływaniu obiektu kosmicznego ok. 12 800 lat temu.

Z raportów naukowych wynika, że przeanalizowano markery geochemiczne i izotopowe, z których wynikło między innymi, że masywne pożary były częściowo odpowiedzialne za znikanie dużych ssaków. „Badanie obejmuje pomiary wykonane w ponad 170 różnych miejscach na całym świecie” – powiedział Adrian Melott, profesor emerytowany fizyki i astronomii na Uniwersytecie w Kansas i jeden z autorów badań.

Według Melotta i jego współpracowników, nowe dane wskazują, że katastrofa została zapoczątkowana, gdy Ziemia zderzyła się z fragmentami rozpadającej się komety o średnicy około 100 kilometrów, której szczątki przetrwały w naszym Układzie Słonecznym do dnia dzisiejszego.

Uderzenie pozaziemskiego ciała spowodowałoby tak wielkie pożary, że powstały kurz spowiłby niebo i uniemożliwiłby przedostanie się promieni słonecznych- doszłoby do tzw. zimy nuklearnej (choć w niedosłownym tego słowa znaczeniu, bo przyczyną byłyby czynniki naturalne).  Podobny scenariusz zakłada szybkie ochłodzenie klimatu, wymarcie gatunków flory i fauny, z czasem wyczerpanie źródeł żywności, a także  odrodzenie lodowców, czyli nastałaby nowa epoka lodowcowa.Według badaczy aż 10% powierzchni ziemi pochłonął pożar.  Ponadto, według Melotta, analiza pyłków sugeruje, że lasy sosnowe zostały prawdopodobnie spalone i zastąpione topolami, a więc gatunkiem drzew kolonizującym oczyszczone obszary ziemi. W rzeczywistości, autorzy postulują, że wpływ kosmicznego kataklizmu mógł wywołać epizod znany z ostatnich czasów zaliczanych do okresu Młodszego Dryasu: spalanie biomasy, wymarcie megafauny późnego plejstocenu  (o co obwiniono ludzi) i zmiany kulturowe wśród ludzi oraz zmniejszenie w populacji naszego gatunku. Zdaniem Melotta katastrofa spowodowałaby potężne zagrożenie dla ludzkiego życia, ponieważ zubożenie warstwy ozonowej przyczyniłoby się do wzrostu raka skóry i innych chorób.

Badania naukowe zaprezentowane przez badaczy pokrywają się ze studiami prowadzonymi na tym polu z naukowcami amerykańskimi i polskimi w osobie dr Franca Zalewskiego. Dziwi mnie i zarazem irytuje, że kosmiczna katastrofa pozostaje wciąż hipotezą w środowisku akademickim. Dzisiaj dysponujemy ogromną ilością dowodów wskazujących, że tysiące lat temu, czyli niedawno, Ziemia doświadczyła wydarzenia zmieniającego bieg historii na naszej planecie. Cywilizacje prehistoryczne, po których obecnie odkrywamy tylko ślady zostały unicestwione właśnie na skutek kolizji z obcym ciałem z kosmosu. Po katastrofie miano do czynienia z ciemnym okresem historii ludzkości.

Sztuczne struktury datowane na czas 10 000 (nawet 12 000) – 7 000 lat są według mnie w rzeczywistości znacznie starsze i pochodzą sprzed kataklizmu, czyli zbudowano je ponad 13 000 lat temu. Następnie na arenę historyczną wyłaniają się znane nam kultury starożytne, które wykorzystują już istniejące zabudowania: piramidy, twierdze i inne budowle wzniesione przez ich przodków.

Źródło:

https://news.ku.edu/2018/01/30/new-research-suggests-toward-end-ice-age-human-beings-witnessed-fires-larger-dinosaur

Opublikowano Historia ludzkości, Historia Ziemi | Dodaj komentarz

Zagadka Teotihuacan. Starożytni znali elektronikę?

Nasi starożytni przodkowie pozostawili po sobie masę niewyjaśnionych tajemnic. Jedną z nich jest miasto Teotihuacan w Meksyku.

 Temat azteckiej metropolii był już na tym blogu poruszany, jednak istnieje jeszcze jedna zagadka i za razem zadziwiająca cecha Teotihuacan, o której w ogóle nie wspominałem. Dlatego też, celem niniejszego artykułu będzie opisanie i próba wyjaśnienia pewnej „właściwości” starożytnego kompleksu miejskiego.

Wiadomo, że miasto było ważnym węzłem handlowym i politycznym, który osiągnął powierzchnię prawie 21 km2, licząc od 100 000 do 200 000 mieszkańców. Wpływ Teotihuacan był odczuwalny w całej Mezoameryce, co pokazują odkrycia w miastach takich jak Tikal, Monte Albán i innych miejscach mające ważny związek z Teotihuacan. Uczeni nie są pewni tożsamości etnicznej pierwszych mieszkańców miasta. Wśród kandydatów są Totonakowie i ludzie Nahua.

Najnowsze hipotezy sugerują, że Teotihuacan był kosmopolitycznym miastem, w którym zaangażowane były grupy o różnym pochodzeniu etnicznym. Metropolia została porzucona na długo przed przybyciem Hiszpanów do Mezoameryki. Oznacza to, że odniesienia do miasta, które zachowały się w źródłach historycznych powstałych w latach po podboju Meksyku, nie nawiązują do mieszkańców Teotihuacan, ale do reprezentacji tych, którzy żyli po upadku miasta.

Według archeologów zaawansowany projekt miasta Teotihuacan sugeruje, że starożytni budowniczowie posiadali wiedzę nie tylko o architekturze, ale o złożonych naukach: matematyce i astronomii. Jednym z najbardziej zadziwiających szczegółów na temat Teotihuacan i tego, co odróżnia go od innych starożytnych miejsc, jest to, że obserwowany z powietrza układ miasta Teotihuacan dziwnie przypomina komputerową płytkę drukowaną z dwoma dużymi układami procesorowymi – Piramidą Słońca i Piramidą Księżyca. Naukowcy odkryli także liczne i niezwykłe podobieństwa do Wielkiej Piramidy w Egipcie.

Co więcej wewnątrz monumentów odnaleziono duże ilości miki- grupy minerałów odnalezionych tysiące kilometrów w Brazylii, który zidentyfikowany został w prawie każdym budynku, świątyni i wzdłuż dróg przebiegających Teotihuacan. Badania archeologiczne wykazały obecność miki w Piramidzie Słońca w warstwach do 30 centymetrów. Miki (łyszczyki) nie służyły celom dekoracyjnym, bowiem są znane ze swoich bardzo dobrych właściwości izolacyjnych i wytrzymałości na wysokie temperatury sięgających nawet 500 stopni Celsjusza. Być może w odległych czasach swojej świetności Teotihuacan było miejscem, gdzie dochodziło do wytwarzania znacznych dawek energii. Kto jednak tysiące, może nawet kilkanaście tysięcy lat temu był zdolny do wytworzenia skomplikowanych procesów? Może całe miasto wykorzystywano niegdyś za portal        międzywymiarowy, przez który podróżowały rasy pozaziemskiego pochodzenia.

Wydaje się, że sposób myślenia budowniczych sprzed wieków przekracza naszą wyobraźnię. Standardowe teorie proponowane przez naukę są zbyt płytkie i nieadekwatne do poziomu wiedzy ludzi żyjących przed naszą erą.

Opublikowano Inne miejsca świata | 2 Komentarze

Cud natury z Finlandii. Jak on tam się znalazł?

 

Na Ziemi znane są różne cuda natury. Jednym z nich jest skała o nazwie Kummakivi znajdująca się w Finlandii. Największym fenomenem głazu jest jego ustawienie oraz kształt.

Kummakivi to duża skała balansująca (tzw. chybotek) w Ruokolahti w Finlandii. Siedmio metrowy głaz leży na wypukłym kamieniu o bardzo małej powierzchni, ale tak mocno utwierdzony w podłożu, że nie może być poruszony ludzką siłą. Kummakivi ( „Dziwny kamień”) jest poddany ochronie od 1962 roku. Nie wdając się w bardziej szczegółowe opisy polecam dokładne obejrzenie poniższego zdjęcia ukazującego niezwykłą skałę.

Dawni mieszkańcy tego obszaru, którzy bez wątpienia byli zafascynowani widokiem tego naturalnego cudu, szukali wyjaśnienia, w jaki sposób chybotek znalazł się w tak zaskakującej pozycji.

Jest prawdopodobne, że ta grupa ludzi próbowała przenieść Kummakivi własnymi rękami. Uświadomiwszy sobie jednak, że fizyczna siła, którą dysponowali była niewystarczająca zaczęli spekulować, że tylko siła nadprzyrodzona musiała przenieść kamień na obecne miejsce. Fińska mitologia pełna jest mitologicznych stworzeń, takich jak trolle i olbrzymy. Uważa się, że takie stworzenia posiadają siłę fizyczną większą niż siła zwykłego śmiertelnika ziemskiego. Co więcej, niektóre z tych stworzeń kojarzą się również ze skalistymi krajobrazami. Na przykład, hiisi jest rodzajem giganta w fińskiej mitologii, o którym mówi się, że mieszka w skalistych rejonach Finlandii. Fiński folklor stwierdza również, że takie stworzenia mają zwyczaj rzucania głazami, układania kopców i wycinania dziwnych dziur w skalistych wychodniach (które są uważane za wykorzystywane przez tych gigantów do odchudzania mleka). Tak więc, wyjaśnieniem dostarczonym przez lokalny folklor dla Kummakivi jest to, że został przyniesiony / przytoczony / rzucony tam przez giganta / trolla.

Geolodzy jednak dostarczają alternatywnego wyjaśnienia dla uformowania skały.  Spekuluje się, że olbrzymi kamień został przetransportowany przez lodowiec podczas ostatniego zlodowacenia. Kiedy lodowce wycofały się z obszaru na północ, około 12 000 lat temu kamień został pozostawiony, a tym samym stał się chybotkiem. Podobne skały znane są na całym świecie, również w Polsce.  Najczęściej powstają one w wyniku nierównomiernego wietrzenia i podobny proces dotyczy głównie granitów (proces ten nie dotyczy skały z Finlandii).

Co do teorii geologów należy jednak postawić spory znak zapytania. Otóż transport przez lodowiec dużych rozmiarów głazów jest po prostu niemożliwy. Wyobraźmy sobie, że posuwający się naprzód lodowiec pochłonął jakąś skałę. Co stanie się, jeżeli materiał skalny jest cięższy od ciężaru lodu? Zostanie wkrótce porzucony,  a mówiąc dokładniej ciężar skały stopi lód. Tak więc wychodzi na to, że podstawowa teoria dotycząca dynamiki lodowców i ich możliwości przenoszenia skał jest nieprawdziwa.

Zresztą tzw. skały narzutowe przenoszone podobno przez lądolód spotykane są w miejscach, gdzie zlodowacenia nigdy nie było, np. w Indiach, co widać poniżej na fotografii. Ponownie więc mamy do czynienia z sytuacją, kiedy nauka zaprzecza, a naukowcy potwierdzają. 

Opublikowano Historia Ziemi | Dodaj komentarz

Zmiany klimatyczne na Saharze. Czy zawsze była pustynią?

 

Klimat na Ziemi ulega drastycznym zmianą. Najlepszym tego przykładem jest Pustynia Sahara, gdzie standardem stają się być opady śniegu.

W ciągu niecałego miesiąca po raz drugi na Saharze spadł śnieg. Jest to tym samym czwarty przypadek w czasie ostatnich czterdziestu lat, kiedy pustynia pokryta została „białym puchem”. Zdaniem naukowców podobna tendencja stanowi poważne zmartwienie i jednoznacznie świadczy o nieobliczalności zmieniającego się klimatu na Ziemi.

W styczniu 2018 roku w mieście Ain Sefra stanowiącego furtkę na Saharę pojawiły się pierwsze doniesienia na temat zupełnie nieoczekiwanych przez mieszkańców zdarzeń. Przecież nikt w ciepłej Afryce nie wyobrażał sobie, że nowy rok rozpocznie prawdziwa zima wraz z opadami śniegu.

Zdjęcia zrobione przez miejscową ludności wydają się być oderwane od rzeczywistości, a raczej od powszechnie przyjętego obrazu Sahary. Dla naukowców zjawiska klimatyczne mające obecnie miejsce na naszej planecie skłaniają do głębszej analizy istniejącej sytuacji. Wspomniane wcześniej miasto Ain Sefra położone w Algierii znajduje się tysiąc metrów n.p.m. i średnia temperatura powietrza na początku roku wynosi 12 stopni Celsjusza.

Co ciekawe eksperci wskazują, że miejsce, gdzie spadł śnieg nie należy do obszaru wielkich opadów nawiedzających pustynię. Rocznie średnio na metr kwadratowy przypada 169 mm wody, czyli znacznie poniżej progu ustanowionego przez naukowców w celu zakwalifikowania danego terenu jako pustynię.

Dlatego też fakt, że opady śniegu pojawiły się właśnie tutaj  jest wielce niespodziewany. W rzeczywistości liczba przypadków, w których podobny scenariusz został zarejestrowany na opisywanym obszarze jest znikoma. Pierwszy raz śnieg zarejestrowany został w 1979 roku, prawie cztery dekady temu, drugi raz w grudniu 2016 roku, podczas gdy trzeci i czwarty opad został odnotowany w styczniu bieżącego roku. Pustynia Sahara wykazuje się ogromną zmiennością na przestrzeni wieków. W ciągu kilku tysięcy lat obraz pustyni przechodził transformacje, o jakich większość ludzi w ogóle nie wie. Oczywiście trudno dzisiaj na 100% odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego i co wpływa na tak poważne zmiany klimatyczne. Być może jest to efekt ocieplania się klimatu na globie, a być może anomalia pogodowe są wynikiem tajnych eksperymentów władców tego świata. Nie ulega jednak wątpliwością, że klimat nie stanowi wiecznie stałej cechy danego obszaru na kuli ziemskiej i co pewien czas ulega metamorfozie.

Znakomitym tego przykładem jest sama Sahara, która jeszcze kilka tysięcy lat temu  stanowiła zieloną krainę będącą miejscem zamieszkania słoni i żyraf. Poprzez analizę osadów morskich naukowcy z Uniwersytetu w Arizonie ustalili schemat opadów na Saharze na przestrzeni 6 000 lat. Okazuje się, że w okresie 5 000 – 11 000 lat temu wykryto czynnik tworzący „Zieloną Saharę”, a region doświadczał opadów deszczu dziesięciokrotnie częściej, niż obecnie. Analogiczna sytuacja miała miejsce również 25 000 lat temu.

Najnowsze badania wskazują, że jakieś 8 000 lat temu, przez tysiąc lat, Sahara stawała się coraz bardziej sucha i wyludniona. Co ciekawe, ludzie, którzy wrócili po okresie suszy, byli inni – większość hodowała bydło. Suchy okres oddziela dwie różne kultury. Dzisiaj wiadomo, że w ciągu następnych 15 000 lat Sahara ponownie stanie się zielona.

Opublikowano Historia Ziemi | Dodaj komentarz

Czaszki z Paracas- rozwiązanie fenomenu coraz bliżej

Ameryka Południowa kilka tysięcy lat temu musiała być miejscem, gdzie działy się bardzo ciekawe i niezwykłe wydarzenia. Wszystko wskazuje na to, że powoli zbliżamy się do rozwiązania zagadki wydłużonych czaszek z Paracas. 

Chociaż naukowcy reprezentujący oficjalny nurt naukowy milczą, to dzisiaj wiemy coraz więcej na temat ludzi posiadających wydłużone czaszki na terenie obecnego Peru. Niedawno przeprowadzone badania wskazują, że przedstawiciele rasy ludzi o wydłużonym kształcie czaszki stanowią etniczną mieszaninę różnych haplogrup znajdujących się w DNA. Okazuje się- co jeszcze bardziej komplikuje całą sprawę- że pod względem genetycznym rasa ta jest obca dla terenów znanych dzisiaj jako Peru.

Zagadka wydłużonych czaszek peruwiańskich ciągnie się już prawie sto lat, gdy po raz pierwszy na ich trop wpadł archeolog Julio Tello odkrywając grobowce w Paracas zawierające niezliczone ilości naturalnie wydłużonych czaszek. Do dnia dzisiejszego dzięki uporowi pasjonatom-badaczom nasza wiedzy o ludziach sprzed wielu wieków charakteryzujących się niecodziennym kształtem czaszki ulega ciągłemu progresowi, jednak jak to zwykle bywa z tajemnicami starożytnymi do rozwiązania zagadki wciąż daleka droga.

Wiadomo, że wydłużenie kości czaszki nie jest wynikiem sztucznej deformacji, ale uwarunkowaniami genetycznymi. Niektóre z czaszek Paracas mają objętość nawet o 25% większą i są o 60% cięższe od czaszek ludzkich. Deformacja czaszki dokonywana sztucznie może zmienić kształt czaszki, jednakże niemożliwa jest w takich przypadkach zmiana objętości.

Najbardziej zaangażowanymi w rozwiązanie tajemnicy z Paracas są Brian Foerster i L.A Marzulli, czyli dwójka niezależnych badaczy. Pierwszy z wymienionych mężczyzn wypowiedział się następująco na temat wyników badań przeprowadzonych niedawno:

„Grupa krwi tych istot jest bardzo skomplikowana. Powinna być grupy „0” i odpowiadać grupie krwi charakterystycznej dla Indian. Tak jednak nie jest. Prawdopodobnie patrzymy na podgatunek ludzkości w odniesieniu do Paracas. Genetycznie ludzi ci mają wspólne cechy ludnością pochodzącą z Europy Wschodniej i zachodniej Azji. Mówiąc dokładniej, mówię o obszarze pomiędzy Morzem Czarnym a Morzem Kaspijskim, gdzie żyli starożytni o wydłużonych czaszkach, około 3000 lat temu”.

Poruszony w niniejszym artykule temat jest w zasadzie tematem otwartym, dlatego że wciąż nie zmieniła się proporcja i więcej pozostaje pytań, niż odpowiedzi. Najważniejsze, że są na Ziemi ludzie, którzy swoją determinacją i głodem wiedzy dążą do poszukiwania rozwiązania. I kto wie, czy pewnego dnia przeszłość ludzkości nie stanie dla nas otworem…

 

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz