Odkryto nieznane tabliczki z pismem klinowym

 

Wykopaliska w Iraku przyniosły nowe odkrycia archeologiczne. Oczom badaczy ukazały się nieodczytane dotąd tabliczki gliniane liczące ponad 3 000 lat. Tabliczki mogły zawierać różnorodne informacje z życia naszych przodków.

Zespół archeologów z Uniwersytetu w Tubingen w Niemczech pod przewodnictwem Petera Pfälznera odkrył kolekcję 93 glinianych tabliczek zapisanych pismem klinowym. Znaleziska dokonano na stanowisku archeologicznym Bassekti (Kurdystan, Płn. Irak), datowanym na Epokę Brązu.

Według odkrywców odnaleziono 60 podań zgromadzonych w ceramicznych naczyniach, które prawdopodobnie służyły jako magazyn na gliniane tabliczki. Starożytne teksty odnaleziono w pomieszczeniu asyryjskiego budynku. Tabliczki datowane są na 1250 r.p.n.e. Filolog dr Betina Faist odkodowała mały fragment tabliczki zawierający informacje na temat świątyni dedykowanej bogini zdrowia Guli.

Dotychczas naukowcy wykonali komputerowe fotografie tabliczek (metoda rti), co umożliwi interaktywne rozjaśnienie badanych obiektów pod każdym kątem i z każdego kierunku. Intensywna praca nad tłumaczeniem tabliczek rozpocznie się w Niemczech. Oczywiście pomimo licznych udogodnień technicznych translacja tekstów sprzed kilku tysięcy lat  będzie bardzo skomplikowana ze względu na zły stan tabliczek.

Warto odnotować, że po raz pierwszy gliniane tabliczki pokryte pismem klinowym odnaleziono w Niniwie na przełomie XIX i XX wieku. Do dziś odnaleziono prawie milion tego typu starożytnych nośników danych odnoszących się do cywilizacji rozwijających się na terenie Mezopotamii, ale do tej pory nie zdołano przetłumaczyć nawet połowy z nich.

Reklamy
Opublikowano Mezopotamia | Dodaj komentarz

Inna Historia Świata: Mumie z Nazca

 

Październik 2017 roku może okazać się przełomowym okresem w dziejach ludzkości. Otóż w ostatnim czasie ukazały się wyniki badań tajemniczych Mumii z Nazca. 

Na temat znaleziska grupy badaczy z Peru opowiadam w mojej najnowszej audycji. Warto wspomnieć, że do badań nad mumiami przyłączył się dr Ricardo Rangel, który uczestniczył w pracach badawczych nad innymi „dziwnymi” istotami z Peru widocznymi na poniższym zdjęciu:

Według Rangela kod genetyczny skrzydlatych istot jest zgodny z DNA człowieka w 98,5 %. Nie oznacza to jednak, że wszystko jest jasne i takie proste jakby tego chcieli naukowcy głównego nurtu nauki (dlaczego, chyba każdy może się domyślić).

Zapraszam więc na wysłuchanie nagrania dotyczącego mumii z Nazca:

 

 

Opublikowano Audycje | Dodaj komentarz

Życie pozaziemskie na księżycu Jowisza

 

Na jednym z księżyców Jowisza może istnieć życie. Naukowcy ogłosili niedawno, że Ganimedes posiadający największy ocean w Układzie Słonecznym może skrywać w sobie pozaziemskie istnienia.

Misja kosmiczna na Jowisza ukierunkowana jest na przelot nad planetą w celu zbadania radarowo podziemnych wód Ganimedesa. Ze względu na ogromną powierzchnię, jaką zajmuje księżycowy ocean, mogą istnieć tam formy życia. Gdyby nie fakt, że Ganimedes stanowi satelitę Jowisza, nic nie stałoby na przeszkodzie, by uznać to ciało niebieskie za planetę. Ganimedes jest większy od Merkurego i nieznacznie mniejszy od Marsa, a jego średnica wynosi ponad 5 000 kilometrów średnicy.

 W marcu 2016 roku, teleskop Hubble’a dokonał niezwykłego odkrycia, ujawniając, że na Ganimedesie wykryto potężny ocean słonowodny. Oczywiście, dla nas Ziemian woda jest podstawowym środowiskiem, gdzie rozwija się życie, co nie oznacza, że życie pozaziemskie potrzebuje podobnych warunków (to tak na marginesie). Zdaniem Johna Grunsfeld’a- emerytowanego asystenta administratora NASA- jest to krok milowy w poszukiwaniu pozaziemskiego życia.

Jak przyznał: „Hubble jest na orbicie 25 lat i przez ten czas dokonał wielu naukowych odkryć w naszym Układzie Słonecznym. Podziemny ocean poniżej lodowej pokrywy Ganimedesa otwiera nowe, ekscytujące możliwości na życie pozaziemskie”.

 Badacze uważają nawet, że księżyc Jowisza może być najlepszym miejscem na rozwój obcych form życia w US. Twierdzą także, że na Ganimedesie występuje więcej wody, niż np. na Europie- czwarty największy księżyc Jowisza i szósty pod względem wielkości w całym Układzie Słonecznym. Warto wspomnieć, że na omawianym ciele niebieskim wykryto sześć razy więcej wody niż na Ziemi i trzy razy więcej w porównaniu z Europą (księżycem). Ponadto, Ganimedes posiada własne pole magnetyczne- jako jedyny w całym US. Ponieważ jest on położony blisko Jowisza, leży wewnątrz pola magnetycznego tej planety, a więc warunki panujące na obu ciałach niebieskich są od siebie uzależnione. Według raportów, księżyce Jowisza zostaną zbadane z dystansu 200 – 1 000 kilometrów.

Krótko podsumowując, oficjalny nurt naukowy jest coraz bardziej otwarty na możliwość istnienia pozaziemskich form życia. Jest to niewątpliwy plus, jednak wciąż naukowcy nie określają jasno, jakiego rodzaju obcych istnień poszukują i mają nadzieję znaleźć. Mam wrażenie, że obiektem zainteresowań uczonych są mikroorganizmy i drobnoustroje, ale nie życie inteligentne. Obawiam się, że ludzie stojący na czele misji kosmicznych nie są przygotowani, aby ujawnić, to co naprawdę dzieje się w przestrzeni kosmicznej.

Myślę, że na planetach US i księżycach poszczególnych planet występują jednoznaczne dowody na istnienie w przeszłości (co najmniej) obcych cywilizacji kosmicznych- potwierdzają to przecież zdjęcia sond, które w większości są fałszowane lub nierozpowszechniane szerzej. Jeżeli dojdzie do sytuacji, że naukowcy ogłoszą odkrycie prymitywnych form spoza Ziemi, a pominą faktyczny stan rzeczy, to będzie to jedno z największych kłamstw w historii człowieka. Oby moje rozważania się nie potwierdziły.  

                           Mars skrywa niejedną tajemnicę. Na zdjęciu widać coś zupełnie nienaturalnego, co wygląda jak twarz. Żaden naukowiec nie podjął się skomentowania tej fotografii

                        Znowu Mars. Sztuczna struktura w kształcie piramidy. Widać wyraźnie, że obiekt wyróżnia się w swoim otoczeniu.

                              Jeszcze raz Mars. Na powiększeniu dostrzegamy obcą form życia, nieznaną na Ziemi. NASA milczy

                         Ogromny obiekt znajdujący się na księżycu Marsa- Fobosie. Nie wygląda jak naturalna struktura, ale przecież kosmici nie istnieją…

Opublikowano Kosmos | Dodaj komentarz

Wracamy na Księżyc!

 

NASA zamierza przywrócić loty załogowe na Księżyc. Wiceprezydent USA Mike Pence potwierdził, że rząd Donalda Trump’a rozpoczyna tym samym przygotowania do wysłania ludzi na Marsa, a nawet inne planety Układu Słonecznego.

Jest to oficjalna decyzja administracji nowo wybranego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Podróż na Księżyc to tylko mały fragment większej układanki. Celem jest bowiem przygotowanie do odbywania lotów kosmicznych na większe odległości. Ziemski satelita ma stanowić rodzaj pit-stopu dla załogi statków kosmicznych w drodze na Marsa.

Mike Pence opisał długo oczekiwany ruch Amerykanów jako kamień milowy dla dalszego odkrywania Układu Słonecznego. W odpowiedzi Robert Lightfoot, administrator NASA powiedział, że „NASA została ukierunkowana tak, by rozwinąć program eksploracyjny wraz z komercyjnymi i międzynarodowymi partnerami, aby umożliwić człowiekowi odkrywanie Układu Słonecznego, przywracając ludzi z powrotem na Księżyc w celu długookresowej eksploracji, by w następnej kolejności przeprowadzić misje na Marsa i innych miejsc przestrzeni kosmicznej”.

Oprócz NASA nad podróżami kosmicznymi pracują ludzie SpaceX, czyli firmy założonej przez Elon’a Musk’a, która w lutym br. ogłosiła w niedalekiej przyszłości organizację załogowego lotu na Księżyc. Zdaniem szefa SpeceX, turystyka kosmiczna choć jest trudna w realizacji, to kiedyś może stanowić 10-12 % rocznego przychodu korporacji współpracującej z resztą z NASA. Aby dokonać tak skomplikowanego wyczynu muszą zostać spełnione konkretne warunki. Jak przyznał Musk: „Prawdopodobieństwo stworzenia samowystarczalnej cywilizacji jest bardzo wysokie, jeżeli uzyskamy koszty podróży na Marsa na poziomie ceny średniego domu w Stanach, która oscyluje w granicach 200 000 dolarów”.

NASA pracuje nad nowym rodzajem rakiet Space Launch System (SLS), a także buduje nowy statek kosmiczny Orion. Prace nad sprzętem rozpoczęły się jeszcze podczas rządów poprzedniego prezydenta, który również zakładał wysłanie człowieka na Czerwoną Planetę. Osoby reprezentujące najważniejsze podmioty uczestniczące w programie kosmicznym tak jakie: SpaceX, Lockheed Martin i Sierra Nevada ( NASA) potwierdziły gotowość na rozpoczęcie nowej ery w lotach kosmicznych.

Źródła:

http://www.newsweek.pl/wiedza/nauka/space-x-wysle-turystow-kosmos-pierwszy-od-lat-lot-na-ksiezyc,artykuly,405989,1.html

https://www.ancient-code.com/its-official-the-us-is-going-back-to-the-moon/

Opublikowano Kosmos | Dodaj komentarz

Mumie obcych w Peru, czy staranna manipulacja?

 

 

Kilka tygodni temu pojawiły się informacje na temat odkrycia dokonanego w Peru. Według dziennikarzy w opuszczonej jaskini peruwiańskiej odnaleziono zmumifikowane ciała istot pozaziemskich. Czy rzeczywiście po raz pierwszy może dojść do ujawnienia tak szokującej prawdy?

Gdy po raz pierwszy przeczytałem artykuł dotyczący całej sprawy pomyślałem sobie, że wstrzymam się do czasu ukazania się nowych, bardziej konkretnych informacji. Czy po upływie kilku tygodni od czasu pierwszych publikacji o zmumifikowanych ciałach pozaziemskich bytów pojawiły się nowe fakty? Otóż, być może nie dysponujemy szczegółowymi, naprawdę wnikliwymi analizami naukowymi, ale za to potwierdza się pewna tendencja, co w tym przypadku daje dużo do myślenia. Zanim przejdę do sedna sprawy muszę opisać samo znalezisko.

Nieopodal linii Nazca odkryto sześć tajemniczych ciał. Były one zmumifikowane i charakteryzowały się zupełnie innym wyglądem fizycznym, niż ciała ludzkie: posiadały np. wydłużone czaszki i trzy (!) masywne, długie palce. Na początku podejrzewano, że ciała mogą należeć do nowego gatunku hominida, a nawet… pozaziemskich przybyszów. Datowanie szczątków wykazało, że nie pochodzą one z „zamierzchłych” czasów starożytnych. Zdaniem specjalistów powstały one między rokiem 245,  a 410 r.n.e.

No właśnie, w następnej kolejności powinna nastąpić bardziej wnikliwa analiza ciał przez naukowców, tymczasem tak się nie stało. Oczywiście teorie o pozaziemskim pochodzeniu osobników zostały przez akademików wyśmiane i uważa się, że szczątki pierwotnie należące do ludzi zostały specjalnie ukształtowane tak, by wyglądały jak rasa obcych. To bardzo ciekawe stwierdzenie szanowanych uczonych, bo w rzeczywistości sami zainteresowani nawet nie zbadali szczątków! A więc mamy do czynienia z dobrze znaną tendencją akademików polegającą na mówieniu rzeczy, których samych nie wiedzą, a które są dla nich wygodne, bo nie zakłócają porządku oficjalnej wiedzy historycznej.

Peruwiańskie Ministerstwo Kultury w ogóle nie zabiera głosu w sprawie odkrycia, ale ogólnie rzecz biorąc nic nie wskazuje, aby kontrowersyjne znalezisko miało zostać szerzej rozpowszechnione przez lokalne władze Peru. Co ciekawe, naukowcy zaprzeczyli jakimkolwiek alternatywnym wersjom pochodzenia ciał, po mimo faktu, że sami osobiście nie widzieli jeszcze szczątków! A zatem nie mając w ręku żadnych badań, ludzie uznający się za naukowców postanowili zdyskredytować odkrycie.

Oczywiście ciężko jednoznacznie powiedzieć, czy zwłoki są rzeczywiste, ponieważ w zasadzie nic o nich nie wiemy. Przyglądając się budowie ciał można stwierdzić z całą pewnością, że nie nalezą one do ludzi. Uwagę zwracają na pewno charakterystyczne dłonie i palce, a także podłużne kształty czaszek. Na terenie Ameryki Południowej na pewno działy się w przeszłości ciekawe rzeczy, ponieważ na tego typu czaszki natknięto się nie raz, nie dwa i co więcej udowodniono, że są one naturalnego pochodzenia (czyli nie zostały sztucznie spłaszczone)!

Dr Konstantin Korotkov z Uniwersytetu w Sankt Petersburgu twierdzi, że mumie są dowodem na istnienie w dawnych czasach nieznanego bliżej gatunku hominida. Ale czy tak jest naprawdę? Datowanie ciał nie zostało wciąż potwierdzone, w zasadzie nie ma żadnych konkretów. Gdyby ciała były sfałszowane byłaby to idealna pożywka dla przeciwników teorii o kontaktach Ziemian z obcymi. Naukowcy mieliby więc doskonałą okazję na „podwyższenie” swojej reputacji, jednak instytucje odpowiedzialne za zabranie głosu w tym przypadku milczą. Dlaczego tak wiele artefaktów świata starożytnego pozostaje w cieniu? Dlaczego nie mówi się o otwartym tekstem na temat wielu kwestii dotyczących naszych przodków, np. fenomenu powstawania wspaniałych budowli wykonanych oficjalnie przez prymitywnych ludzi żyjących w lesie, albo relacji o obcych formach życia przebywających wśród ludzi? Ponieważ nikt ze środowiska naukowego nie chce problemów. Po co wyjaśniać coś, co już zostało wyjaśnione 30, 40, a nawet 50 lat temu? Nie ma sensu siać fermentu. Kto chciałby mieć bombę we własnym mieszkaniu? Chyba tylko samobójca.

Akademicy nauczyli się być wyrafinowanymi kłamcami, którzy pozornie próbują przybliżyć ludziom prawdę . Tymczasem za kulisami sceny naukowej rozgrywa się walka o przetrwanie skostniałych dogmatów i teorii, ponieważ w środowisku akademickim pojawia się coraz więcej osób dostrzegających fałsz nie tyle nauki, co samych badaczy ( ja ich nazywam starymi pierdzielami).

Prędzej czy później mity ustąpią miejsca faktom, ale tych czasów trzeba jeszcze doczekać.

Źródła:

http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-4629854/Mysterious-three-fingered-alien-mummy-Peru.html

https://www.ancient-code.com/nazca-alien-update-researchers-claim-government-cover-up-is-hiding-the-truth/

 

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz

Nowe odkrycie Egiptologów. Odkopano nieznany dotąd obelisk

 

Egiptolodzy ujawnili nowe odkrycie na terenie Egiptu. Archeolodzy odkopali granitowy obelisk  datowany na 4 000 lat. 

 Zdaniem odkrywców obelisk posiada inskrypcję poświęconą królowej Anchnesmerire II- żonie Pepiego I z VI dynastii. Według badaczy za czasów Starego Państwa egipskiego czubek monumentu  pokryty był miedzią lub złotem, tak by błyszczeć w promieniach słonecznych. Dr Mostafa Waziri- Sekretarz Generalny Najwyższej Rady Starożytności- powiedział, że monument odnaleziono podczas trwania wykopalisk w Sakkarze przeprowadzanych przez szwajcarsko – francuską grupę badawczą z uniwersytetu w Genewie.

               Najcięższy obelisk świata pochodzi z miasta Asuan w Egipcie i waży 1200 ton. Starożytnym nigdy nie udało się go dokończyć i ustawić w pozycji pionowej.

         Obeliski wznoszono także w Etiopii. W Aksum tamtejszy monument waży 100 ton

Warto wspomnieć, że słowo „obelisk” oznacza „szpikulec” i jako pierwszy do opisania tego typu konstrukcji użył go grecki historyk Herodot. Dla starożytnych Egipcjan był to „tekhenu”, czyli tłumacząc na język dzisiejszy „ten, który przebija niebo”. Obeliski wznoszono na cześć ważnej osoby bądź bogów. Egipcjanie wycinali monument z pojedynczego bloku skalnego,  a materiałem skalnym był prawie zawsze czerwony granit- bardzo twarda skała wulkaniczna, której nie sposób obrobić prymitywnymi, miedzianymi narzędziami stosowanymi przez naszych przodków. Czerwony granit wydobywano z Asuanu oddalonego od Sakkary o prawie 900 kilometrów. Naukowcy twierdzą, że obeliski przewożono drogą morską, przez Nil aż do celu destynacji (choć tego nikt nigdy nie udowodnił). Obelisk, to czworokątny filar zwężający się ku czubkowi i zakończony najczęściej piramidonem.

Odkrycie to jest o tyle istotne, że obelisk jest największym tego rodzaju monumentem datowanym na okres Starego Państwa. Wyższa odkopana część mierzy 2,5 metra długości. Egiptolodzy twierdzą, że pełny wymiar konstrukcji może dochodzić nawet do 5 metrów, gdy był on jeszcze nie naruszony.

Opublikowano Starożytny Egipt | Dodaj komentarz

Epokowe znalezisko zdewastowane

 

W celu ochrony odcisków stóp ludzi żyjących na Krecie 6 milionów lat temu postanowiono zabezpieczyć miejsce… niestety ochrona śladów na niewiele się zdała

Na przełomie sierpnia i września 2017 roku historia ludzkości stanęła pod ogromnym znakiem zapytania. Na Krecie odnaleziono bowiem ślady człowieka szacowane na 6 milionów lat. Niestety miejsce, gdzie dokonano niesamowitego odkrycie zostało zdewastowane.

Na greckiej Krecie naukowcy natknęli się na 29 śladów naszych przodków żyjących w Europie ok. 6 milionów lat temu. Ich wiek wskazuje na zupełnie inny przebieg rozwoju i migracji ludzkości, niż zakładano dotychczas. Okazało się, że cztery lub pięć odcisków stóp skradziono. Na całe szczęście zdecydowana większość pozostała nietknięta. Wydaje się, że celem rabusiów była sprzedaż śladów. Aktu wandalizmu dokonano pomimo zabezpieczenia miejsca przez lokalne władze oraz greckie prawo dotyczące dziedzictwa narodowego. Z tego co wiadomo policja zaaresztowała wandali, jednak skradziony materiał został nieodwracalnie uszkodzony.

W celu konserwacji miejsca, kreteńskie władze postanowiły tymczasowo zasypać obszar, gdzie znajdują się ludzkie odciski stóp, poszukując jednocześnie innego sposobu na trwałą ochronę znalezisk. W planach jest podobno przeniesienie całej powierzchni ziemi, na której istnieją ślady sprzed milionów lat. Obszar był już skanowany metodą 3D optycznym laserem w wysokiej rozdzielczości.

Zdarzenie, do jakiego doszło jest dosyć dziwne, ponieważ z jednej strony miejsce chronione jest prawnie i chyba każdy poważny człowiek ( głównie chodzi o władze) rozumiejący wartość znaleziska powinien dokonać wszelkich starań, by odpowiednio zabezpieczyć fizycznie obszar badań. Z drugiej strony okazuje się, że przełomowe odkrycie w dziejach ludzkości w praktyce stoi otworem dla ludzi z zewnątrz. Jestem daleki od wysnuwania jakichkolwiek teorii spiskowych, ale dlaczego artefakty, bądź inne dowody wskazujące jednoznacznie na zupełnie inny przebieg historii ludzkości muszą nagle zaginąć lub zostać zdewastowane? To, co istnieje na Krecie powinno stać się oczkiem w głowie lokalnych władz (co najmniej lokalnych, zwłaszcza ludzi zajmujących się kulturą i dziedzictwem narodowym), a jednak tak nie jest.

Wśród naukowców próżno szukać podekscytowania nowo odkrytymi śladami (oprócz samych odkrywców rzecz jasna), bo przecież stare schematy myślenia już nie mają sensu, trzeba poszukiwać nowych rozwiązań, a tego typu działania nie są mile widziane w nauce, zwłaszcza w archeologii i historii.

Może więc tak naprawdę nikomu za bardzo nie zależy na odpowiednim podejściu do całej sprawy? Miejmy nadzieję, że historia ludzkości otworzy się na nowe i odejdzie od starych, utartych i wygodnych teorii, dlatego że podobne postępowanie donikąd nas nie zaprowadzi.

Oczywiście kwestia samej konserwacji odcisków stóp jest znacznie trudniejszym wyzwaniem.

 Miejsce, gdzie dokonano odkryć śladów człowieka sprzed 6 milionów lat jest otwarte dla ludzi, którzy jak widać raczej nie mają świadomości, jaką wartość stanowi odkrycie.

Skała, w której odciśnięto ślady stóp jest miękka, a ponadto znajduje się ona blisko morza i wystawiona jest na działanie czynników zewnętrznych (wietrzenie, rozkład naturalny) . Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby utrwalić ślady w wersji 3D, co pozwoliłoby utworzyć modele dostępna dla muzeów i kolekcjonerów. Oczywiście jak to zwykle bywa, jeżeli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Debata na temat ochrony śladów trwa. Z tego co wiem na miejscu odkrycia planowano budowę muzeum, ale czy ten pomysł wypali? Tego nie wiadomo. Jasne jest, że do śladów musi być zagwarantowane dojście publiki: naukowców i ludzi z zewnątrz, nie należących do instytucji naukowych.

Czas pokaże, czy autorytety znajdą odpowiednie rozwiązanie sytuacji. Gdyby ślady kreteńskie przepadły, byłaby to z pewnością niepowetowana strata dla ludzkości.

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz

Inna Historia Świata: Nieznane korzenie chrześcijaństwa

 

Religia chrześcijańska, to jedna z najbardziej popularnych religii na całym globie, jednak niewielu zdaje sobie sprawę z jej faktycznego pochodzenia.

Wmówiono nam, że chrześcijaństwo jest przeciwieństwem wierzeń pogańskich, tymczasem prawda wygląda zupełnie inaczej.

Opublikowano Audycje | Dodaj komentarz

Były pracownik NASA: „NASA jest dobre w wymyślaniu historyjek, atakowaniu tych, którzy zadają pytania”.

 

W 1999 dr Norman Bergrun udzielił wywiadu D. Ecker’owi z organizacji MUFON zajmującej się zjawiskiem UFO. Tematem rozmowy był kariera naukowa 96-letniego mężczyzny oraz wyniki jego badań nad aktywnością niezidentyfikowanych obiektów wokół Saturna.

Don Ecker (DFE): Twoja książka „Twórcy Pierścieni Saturna” nie była wcale łatwa do przeczytania i trudno było ją też znaleźć. Dla kogoś, kto jest zainteresowany anomaliami w Układzie Słonecznym związanymi z UFO jest to jednak nieocenione narzędzie.

Norman Bergrun (NB):  Dokładnie. Bardzo ważne, aby naprawdę znaleźć czas i przejść przez tą publikację. Jeśli szukasz rozrywki, ta książka nie jest dla ciebie.

DFE: Podczas Drugiej Wojny Światowej pracowałeś dla ogromnej firmy amerykańskiej McDonnell Douglas zajmującej się produkcją samolotów.
NB: Rozpocząłem u nich pracę zaraz po ukończeniu college’u. Potem dostałem się do Ames Lab w Moffit Field, Krajowego Komitetu Doradczego ds. Aeronautyki (ang. NACA), czyli prekursora NASA. Stamtąd poszedłem do Lockheed (amerykańska wytwórnia zbrojeniowa). Byłem naukowcem w Ames, latając w chmurach, prowadziłem badania związane z oblodzeniem. Zbudowałem elektromagnetyczny tunel aerodynamiczny, który później poprowadził do pracy, którą wykonałem nad moją książką. W Lockheed byłem odpowiedzialny za analizę lotów testowych systemu rakietowego Polaris.

DFE:  Wojsko w tamtych czasach testowało wiele systemów rakietowych, inkorporując to, czego nauczyli się od Niemców przechwytując rakiety V-NB: W projekcie Polaris mieliśmy kolegę- Willy Fiedler’a- który był kluczowym projektantem rakiety. Pracował nad V-2 podczas wojny. Hitler odwiedził Peenemunde -gdzie znajdowała się fabryka rakiet- w poniedziałek i zarządzał rakiet mających uderzyć w Anglię w nadchodzącym tygodniu. Willy wymyślił system sterowania, który musiał być zarządzany manualnie.

DFE: Lot załogowy. Miał wskaźniki na pokładzie i był w stanie zobaczyć wszystkie siły bojowe w pracy, dlatego był w stanie wymyślić zautomatyzowany system. Oczywiście jesteś dobrze ugruntowany w naukowych zasadach i teoriach.                                                                                             NB: miałem dość dobry trening.

DFE: Większość naukowców akademickich nie dyskutuje na temat UFO. Przynajmniej nie robią tego publicznie ze względu na możliwość utraty ich reputacji zawodowej.
NB: Zgadza się. W Stanford, jeżeli nie masz odpowiedniego stanowiska i wspomnisz o UFO, jesteś zwolniony.

DFE: Czy to nie jest akademicki faszyzm?
NB: Oczywiście, że tak

DFE: Czy nauka nie jest po to, by badać rzeczy niewyjaśnione, a nie wyjaśniać kwestie niezbadane?
NB: Filozoficznie masz rację, ale w życiu wygląda na to, że nie. Istnieje linia, której po prostu nie można przekroczyć.

DFE: Czy kiedykolwiek wcześniej przed analizą zdjęć z Voyagera interesowałeś się sprawą UFO?                                                                                         NB:  Kiedy byłem w Lockheed pracowaliśmy nad tajnymi projektami (classified). Za zamkniętymi drzwiami przyglądaliśmy się i dyskutowaliśmy różne tematy, jednym z nich było UFO. Wrzuciliśmy wtedy sprawę UFO w obieg, ale okazało się, że rozpatrywanie kwestii obcych obiektów poprzez fizykę, którą znaliśmy wtedy jest niemożliwe. Moja książka mówi, że tam pracuje zupełnie inna fizyka.

Kiedyś we wrześniu 1971 r. spędzałem wakacje w pobliżu zatoki Monterey w Kalifornii. Każdego dnia helikopter marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych latał identyczną trasą. Pewnego dnia około południa widziałam jaśniejące jasne światło w tym samym obszarze. Myślałem, że to kolejny helikopter marynarki. Wydawało się, że przemieszcza się z daleka, ale ruchy maszyny ujawniły, że to nie był helikopter. Chwyciłem lornetkę i aparat fotograficzny i zacząłem się wpatrywać. Był to jeden z tych cylindrycznych przedmiotów. Na każdym końcu widziałem lazurowe, niebieskie płomienie, które wyglądały jak płaszcz z silnika samolotu; to było aerodynamicznie wspaniałe. Strumienie wydobywały się wzdłuż obiektu i łączyły się ze sobą jak „wishbone” (kość indyka w kształcie litery Y). Promienniki (streamers)były jasnożółte i zwężały się. Wyglądały w języku fizyków jak „skurcz plazmy” („pinched plasma”) . Z jednej strony była projekcja, która wyglądała niczym skrzydło lub krzyż, z innym promiennikiem, coś w rodzaju płomienia otaczającego całe wnętrze, kończące się prostokątnym urządzeniem.

  Dr Bergrun na jednym ze swoich wykładów prezentuje model statku kosmicznego             w kształcie cygara posiadającego „promienniki”


DFE: Ile czasu trwała obserwacja?

NB: Nie więcej, niż jedną minutę.

DFE: Jaka była twoja reakcja?
NB:  Bardzo prosta. „Siedziałem” w rakietach i wiedziałem, jak manipulujesz siłami, aby zmusić je do pracy. Dla mnie było oczywiste, że ta rzecz była statkiem kosmicznym. Byłem dumny z wszystkiego, co Stany Zjednoczone miały, a to nie był nasz wytwór. W Stanford pracował mój kolega, który w tamtym czasie gromadził te różne raporty o obserwacjach UFO i dzielił się nimi ze swoimi współpracownikami. Powiedziałem im, co widziałem. Powiedziałem też kongresmanowi. Wcześniej pracowałem nad jednym z jego komitetów sterujących, więc dobrze się znaliśmy. Nie był osobą naiwnie wierzącą, ale uwierzył w to, co zaraportowałem, bo wiedział, że nie zmyślałem.
Tak właśnie miały się sprawy dopóki nie zobaczyłem zdjęć z Voyagera 1 i 2 kiedy stykały się z Saturnem. Spędziłem wiele czasu na analizie powrotów obu misji. Oświadczenia, jakich dokonali naukowcy z Voyagera, wcale nie korelowały z tym, co widziałem. Na przykład podczas misi Voyager 1 rzecznik powiedział, że przestrzeń pomiędzy pierścieniami A i B – przestrzenią Cassiniego – była czystą przestrzenią. Na zdjęciach Voyagera 2, ta przestrzeń została wypełniona. Było dla mnie oczywiste, że rzecznik wymykał się ze scenariusza, nie wiedząc, co powiedzieć. Miałem wystarczające doświadczenie w branży, aby wiedzieć, kiedy ktoś nie wie, o czym mówi.

 Na fotografiach udostępnionych przez dr Bergruna widoczne są obiekty „ukrywające” się wśród pierścieni Saturna


DFE: Czy sądzisz, że naukowcy są nieświadomi rzeczywistości, czy po prostu mają określone dyspozycje, o czym można mówić, a co lepiej przemilczeć?

NB: Mogę powiedzieć, jak rzeczy działają w laboratorium rządowym. Podczas eksperymentów na oblodzeniu, prowadzonych podczas NACA (poprzedniczki NASA), pojawili się urzędnicy z firm samolotowych i chcieli poznać konkretne czynniki i liczby, dzięki czemu mogli zaprojektować systemy grzewcze, aby pokonać te warunki. Musisz być bardzo ostrożny w tym, co im mówisz, ponieważ nie chcesz podawać im złych numerów, bo kosztowałoby to dużo pieniędzy, aby naprawić błędy. Więc odkładasz jakiekolwiek deklaracje mówiąc „nie mówmy o tym jeszcze”. To była nasza polityka. To samo stało się z tym materiałem. Naukowcy zdecydowali się nie mówić o nim. Wierzę, że są świadomi tych anomalii, ale nie są bliżej wyjaśnienia ich teraz niż w przeszłości.

DFE:  Dlaczego obejrzałeś zdjęcia z Voyagera w pierwszej kolejności?
NB: Ciekawość naukowa oparta na moich wcześniejszych doświadczeniach. Około 1981 roku kupiłem wszystkie zdjęcia i slajdy, które były publicznie dostępne i zaczęły je analizować. Nie można było śledzić pierścieni na całej drodze wokół Saturna. Na pięciu płytkach, na przykład pokazujących Przerwę Cassiniego, jest całkiem oczywiste, że między pierścieniami nic nie ma, z wyjątkiem ciekawych promienników i „spalin wydechowych”. Wygląda na to, że pierścień ‚A’ jest bardzo wąski. Normalnie jego wymiary powinny być od trzech do czterech razy większe od szerokości Przerwy Cassiniego, a on mierzy ledwie więcej niż jedna Przerwa Cassiniego. Pierścień „A” nie jest stadardowy – dlaczego tak jest? Ponieważ jest tam coś, co powoduje powstawanie pierścienia. W ten sposób moja książka zyskała tytuł „The Ringmakers of Saturn”.

DFE: Czy podzieliłeś się swoimi analizami ze współpracownikami z NASA?
NB: O tak. Mój dawny kolega w Lockheed poszedł później do Ames’u i został tam głównym naukowcem. Poszedłem zobaczyć go i pokazać mu to, co znalazłem. Jego wyjaśnienie polegało na tym, że obiekt na zdjęciu wyglądał na „rolkę energetyczną”. Pamiętając moje doświadczenie obserwacyjne, w których widziałem „wydech” spalin pochodzący z UFO, odłożyłem mój osąd sytuacji ze względu na szacunek do niego. On na pewno nie próbował ze mną porozmawiać, raczej starał się skierować mnie do specjalisty. Specjalista nie próbował mnie zagadać. Powiedział, że na płycie piątej obraz został „odcięty”, dlatego nie mogłem śledzić pierścienia. Podsumowując, wskazałemźródło światła – niebieska kropka – na zdjęciu. To samo tam i z powrotem działo się na wszystkich pokazanych mu zdjęciach. Pokazałem mu ostatnie zdjęcie, a potem zrezygnował. Powiedział, że to coś, o czym „po prostu nie mówimy „. To było pierwsze oświadczenie, jakie wydał przez cały dzień analiz i nie miało ono żadnego sensu. Przez całą swoją pracę naukową w Ames zrozumiałem pozycję mojego współpracownika i innych badaczy.

DFE: To oznacza, że pewne osobistości w NASA wiedzą, że „ktoś tam” jest? NB: To prawda.

DFE: W internecie krążą historie, że od połowy lat 70-tych to czasów obecnych, Narodowa Agencja Obrony Stanów Zjednoczonych próbowała uruchomić ściśle tajne sondy, których celem miało być przebadanie Układu Słonecznego. Co o tym sądzisz? 
NB: Pracowałem dla instytucji rządowych w tamtym okresie i byłem na szczycie tego wszystkiego. Według mojej wiedzy nie posiadaliśmy wtedy żadnych tajnych sond do głębokiej penetracji przestrzeni kosmicznej.

DFE: Jak widzisz NASA dzisiaj?
NB: Rozumiem, że Dan Goldin (administrator NASA) ma cel, by zabrać ten kraj na Marsa. Wszystko inne, razem z faktami może być potępione. Wydaje się, że marnuje możliwości. To mnie irytuje.

DFE: Goldin przejął NASA za kadencji Busha. Kiedy administracja Clintona przejęła kontrolę, Goldin był jedynym wyznaczonym na swoje stanowisko. Niezależnie od wszystkich niepowodzeń, które miały miejsce – zwłaszcza w odniesieniu do Marsa – on pozostał. Gdyby to się stało w przemyśle prywatnym, czy poleciałyby głowy?
NB: To nie jest powód, dla którego ludzie zostają zwalniani z pracy. Zostają wywaleni, jeżeli nie trzymają ustalonej linii narracji. NASA jest dobre w wymyślaniu historyjek, atakowaniu tych, którzy zadają pytania. Spotykałem typków z NASA regularnie i wiem, że są oni wyćwiczeni w opowiadaniu dyrdymałów.

           Dzisiaj Norman Bergrun ma 96 lat i należy do grona nielicznych osób, które pracowały dla NASA i odważyły się na ujawnienie prawdy

DFE: Ogromne obiekty latające, o których opowiadasz znajdują się w pierścieniach Saturna. Czy kiedykolwiek widziałeś fotografie wielkiego obiektu zrobione podczas rosyjskiej misji na Marsa (Fobos II), który zniszczył sondę?
NB: Tak. Rozmiary UFO były ogromne, jakieś 25 km długości! To są wymiary obiektu znalezionego niedaleko księżyca Saturna- Mirandy. Myślę, że w okolicach Saturna rozstawiono bazy operacyjne obcych. Uznaję pierścienie za zanieczyszczone parkingi tych pojazdów. To samo dotyczy Jowisza.

DFE: Gdy odkryłeś anomalie i stałeś się pewny, że stoją za nimi inteligencje pozaziemskie , czy próbowałeś zachęcić kogoś innego do zapoznania się z twoimi znaleziskami?
NB: Nie. Podjąłem już decyzję o tym, jak sobie z tym poradzić. Zamiast dążyć do przekonania jednostek rządowych, które z doświadczenia wiem, że są zatwardziałe w swoich przekonaniach – zdecydowałem się najpierw zdobyć amerykańskiego wydawcę mojej książki. Oczywiście nikt tego nie dotknął. Miałem kontakty w Wielkiej Brytanii, i coraz częściej  myślałem, żeby wydać moje dzieło właśnie na wyspach.  W rezultacie informacje zostały rozpowszechnione w całej Europie. Dyskutowałem też o tej książce w audycjach radiowych tutaj w Stanach.

DFE: Czy myślałeś nad uaktualnieniem publikacji?
NB: Tak, mam dużo nowych materiałów. Chciałem napisać kontynuację, ale ludzie są bardziej zainteresowani wydarzeniami dziejącymi się bliżej Ziemi. Saturn znajduje się tak daleko od nas. Dlatego też napisałem książkę o Księżycu pt. „Księżyc Ziemi: Dlaczego nigdy nie powróciliśmy?”.

DFE: To powinna być szalenie interesująca pozycja.
NB: Istnieje wystarczająco dużo dowodów na to, że zachodzi tam aktywność istot inteligentnych.

DFE: Czy myślisz, że wersja, iż nie jesteśmy sami we Wszechświecie kiedykolwiek stanie się oficjalną wersją?

NB: Tak. Jeżeli będziesz naciskać wystarczająco mocno i sprowadzisz tych gości do parteru. Musisz być bezwzględny i nie możesz odpuszczać. Trzeba wykształcić wybranych urzędników, którzy mogliby stoczyć walkę z ludźmi, którzy manipulują informacją. Niektórzy ludzie z rządu mogą pomóc, wierzę w nich.  Musimy zapewnić im autentyczne materiały i przekazać odpowiednią wiedzę.

 Uwagi: 

*Książka o aktywności istot pozaziemskich wokół Księżyca nigdy się nie ukazała.

*Dr. Bergruna próbowano otruć, Jak dotąd bez efektu.

*Od czasu przeprowadzenia wywiadu, NASA nie zabrała głosu ws. Aktywności Obcych

Opublikowano Kosmos | Dodaj komentarz

Hobbici żyli setki tysięcy lat

Historia ludzkości w ostatnim czasie dostarczyła nam wiele nowych dowodów na to, że oficjalne teorie należy poddać korekcie. Ciekawie przedstawiają się chociażby losy ludzi z Flores, czyli „Hobbitów”.

Najnowsze odkrycie, którego naukowcy dokonali w Mata Menge na wyspie Flores w Indonezji stanowi najmocniejszy jak dotąd dowód na to, że naprawdę na Flores istniał gatunek bardzo małych ludzi. Teza ta pojawiła się 12 lat temu, gdy w jaskini Liang Bua badacze odkryli szczątki istoty mającej około metra wysokości i bardzo mały mózg, która miała wiele cech typowych dla ludzi. Znalezisko było tak niezwykłe i nietypowe, że wielu naukowców podejrzewało, że nie jest to nowy gatunek ludzi, ale schorowany lub dotknięty wadami genetycznymi przedstawiciel Homo sapiens wywodzący się być może z lokalnej populacji pigmejów (domniemane wad genetyczne, to tłumaczenie naukowców, którzy mają problem z zaakceptowaniem faktów).

Jedynym naprawdę dobrym sposobem na rozstrzygnięcie tych wątpliwości było znalezienie kolejnych skamieniałości. Jednym z miejsc, w których archeolodzy szukali ich przez ostatnią dekadę, było stanowisko Mata Menge, które znajduje się 74 km od jaskini Liang Bua.

W zakrojonych na wielką skalę pracach brało czasami udział nawet 120 badaczy, studentów i robotników jednocześnie. Naukowcy odkryli wiele kamiennych narzędzi i mnóstwo zwierzęcych kości, ale przez lata nie mogli natrafić na ludzkie szczątki. W końcu w 2014 r. jeden ze studentów dostrzegł w ziemi ząb człowieka. Obok niego badacze znaleźli jeszcze fragment małej żuchwy, pięć innych zębów i niewielki kawałek czaszki.

– Odkryliśmy skamieniałości pochodzące od co najmniej trzech osobników w tym dwojga dzieci, leżące razem z narzędziami kamiennymi, które są niemal identyczne, jak dużo młodsze zabytki znalezione przy kościach Homo floresiensis – mówi współkierujący badaniami Adam Brumm z Griffith University w Brisbane (Australia).

Skamieniałości są bardzo podobne do szczątków Homo floresiensis, choć żuchwa jest o około 20 proc. mniejsza niż u osobników z Liang Bua. Wyrżnięty ząb mądrości nie pozostawia jednak wątpliwości, że kość pochodzi od osoby dorosłej.

Datowanie argonowe warstw między którymi leżały szczątki i bezpośrednie datowanie jednego z zębów metodą uranowo-torową oraz metodą elektronowego rezonansu spinowego ustaliły wiek znaleziska aż na 700 tys. lat.

Wygląda więc na to, że bardzo mali ludzie żyli na Flores przez setki tysięcy lat. Wedle najnowszych datowań szczątki znalezione w Liang Bua miały około 60 tys. lat, a jakieś 50 tys. lat temu hobbity zniknęły, co miało najpewniej związek z pojawieniem się na wyspie Homo sapiens.

– Choć jak dotąd znaleźliśmy w Mata Menge tylko garść skamieniałości, to charakterystyczne cechy zębów mocno wskazują na związki z Homo erectus – mówi Brumm. To niezwykle ważna informacja dla zrekonstruowania pochodzenia Homo floresiensis.

Odkrywcy żuchwy podejrzewają, że wszystko zaczęło się od grupy Homo erectus, którzy żyli między innymi na pobliskiej Jawie. W jakiś sposób (na przykład porwani przez falę tsunami lub sztorm) trafili oni ponad milion lat temu na Flores. O ich obecności świadczą odkryte na wyspie typowe dla tego gatunku ludzi narzędzia. Uwięzieni na stosunkowo niewielkim lądzie Homo erectus ulegli karłowaceniu wyspowemu, co jest w miarę częstym zjawiskiem, choć jeszcze nigdy nie zaobserwowaliśmy go w odniesieniu do ludzi. Podobny los spotkał za to żyjące niegdyś na Flores stegodony, a więc bliskich krewniaków słoni, mamuty z Wyspy Wrangla w północno-wschodniej Syberii i wiele innych gatunków.

Badacze nie wykluczają jednak, że przodkowie hobbitów mogli oddzielić się od Homo erectus jeszcze wcześniej. – Jest możliwe, że ta linia wyprzedza pojawienie się pierwszych ludzi na Flores. Do powstania nowego gatunku mogło dojść na jakiejś wyspie między Azją a Flores, na przykład na Celebes – mówi Gerrit van den Bergh z University of Wollongong (Australia), współkierownik badań w Mata Menge.

Z pewnością nowe znalezisko przemawia przeciwko innej hipotezie, wedle której Homo floresiensismogli być potomkami jakiejś grupki australopiteków, która opuściła Afrykę jeszcze przed pojawieniem się rodzaju Homo. Takie założenie miało tłumaczyć bardzo niewielki mózg Homo floresiensis. Słabym punktem tego poglądu był jednak brak jakichkolwiek skamieniałości australopiteków poza Afryką.

W pobliżu żuchwy i zębów archeolodzy znaleźli 149 kamiennych narzędzi. Są to bardzo proste wyroby podobne do tysięcy innych zabytków znalezionych na Flores, w tym w jaskini Liang Bua. Badacze podejrzewają, że wszystkie one były wytworem hobbitów. Bardziej złożone narzędzia typowe dla Homo erectus pojawiają się tylko około miliona lat temu, a następnie znikają z wyspy.

Znalezione szczątki ludzkie z Mata Menge są na tyle skromne, że uczeni nie przydzielili ich do żadnego gatunku i na razie określają je mianem „podobne do Homo floresiensis„.

Źródła:

Gerrit D. van den Bergh, Yousuke Kaifu, Iwan Kurniawan, Reiko T. Kono, Adam Brumm, Erick Setiyabudi, Fachroel Aziz & Michael J. Morwood, Homo floresiensis-like fossils from the early Middle Pleistocene of Flores, Nature 534, 245–248 (09 June 2016) doi:10.1038/nature17999

Adam Brumm, Gerrit D. van den Bergh, Michael Storey, Iwan Kurniawan, Brent V. Alloway, Ruly Setiawan, Erick Setiyabudi, Rainer Grün, Mark W. Moore, Dida Yurnaldi, Mika R. Puspaningrum, Unggul P. Wibowo, Halmi Insani, Indra Sutisna, John A. Westgate, Nick J. G. Pearce, Mathieu Duval, Hanneke J. M. Meijer, Fachroel Aziz, Thomas Sutikna, Sander van der Kaars, Stephanie Flude & Michael J. Morwood, Age and context of the oldest known hominin fossils from Flores, Nature 534, 249–253 (09 June 2016) doi:10.1038/nature17663

Opublikowano Historia ludzkości | Dodaj komentarz