Cywilizacje kosmiczne okiem prof. Andrzeja Prószyńskiego

skywatch

Profesor Andrzej Prószyński swoją karierę zawodową związał z nauką. W latach 2012-2016 pełnił funkcję dziekana Wydziału Matematyki, Fizyki i Techniki na Uniwersytecie im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Jego wielką pasją jest kosmos oraz poszukiwanie śladów obcych cywilizacji pozostawionych na innych planetach Układu Słonecznego – przede wszystkim na Marsie. Swoimi zainteresowaniami i wiedzą postanowił podzielić się w rozmowie ze mną…

  1. Z wykształcenia jest pan naukowcem. Specjalizuje się Pan w naukach ścisłych, a konkretnie w matematyce. Pomimo faktu, że jest pan człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, pańską pasją są kwestie związane z cywilizacjami pozaziemskimi. Proszę powiedzieć, skąd w ogóle zainteresowanie takimi tematami?

Kosmosem zainteresowałem się jeszcze jako dziecko, po przeczytaniu małej książeczki na ten temat. Później zacząłem czytać literaturę fantastyczną, co w tamtych czasach było dość egzotyczne. Na pograniczu literatury popularnonaukowej i fantastycznej sytuują się wieści o rzeczach dziwnych, z którymi nauka sobie nie radzi, i właśnie przez to są interesujące. Starając się rozwijać w sobie tak zwany naukowy światopogląd bez przerwy natrafiałem na fakty, które jakby do niego nie pasowały. Zrozumiałem w końcu, że świat jest znacznie bogatszy od jego obrazu, który dostarcza nauka, choć sama w sobie jest ona czymś ważnym i cennym. Nie obejmuje jednak całości, mimo że ma takie ambicje.

Kiedy wcześniej, jako licealista, zastanawiałem się nad wyborem kierunku studiów, całkiem nieoczekiwanie wybrałem matematykę. Po latach wiem, że wybrałem dobrze, bo właśnie w tej dziedzinie usytuowane są moje zdolności. Natomiast inne dziedziny ścisłej wiedzy pozostały moim hobby, podobnie jak ich pogranicze, a także literatura fantastyczna.

  1. Na pańskiej stronie: http://matematyka.ukw.net.pl/ap/mars.html, przedstawia pan dowody na to, że na planecie Mars istnieją szczątki cywilizacji, która została unicestwiona w przeszłości w wyniku kataklizmu. Co według pana najsilniej przemawia za teorią, według której na Czerwonym Globie rozwijało się niegdyś inteligentne życie?

Na początku chciałbym zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, na mojej stronie internetowej zajmuję się nie tylko Marsem. Po drugie, wszystkim zamieszczonym tam rozważaniom patronuje kot Schrödingera, który jest jednocześnie żywy i martwy. Oznacza to, że nie mam zamiaru forsować jakichkolwiek tez, przedstawiam tylko pewne fascynujące możliwości, będące zresztą dziełem intelektu innych ludzi. Owszem, czasem wartościuję, ale jest to czysto subiektywne i intuicyjne. Ów kot patronuje też temu wywiadowi.

Przechodząc do odpowiedzi na pytanie – dysponujemy, niestety, jedynie poszlakami. Myślę, że po prostu bardzo byśmy chcieli, żeby tak było. Są dowody na to, że Mars był kiedyś ziemio podobną planetą, którą spotkała katastrofa. Jeśli była tam woda i gęstsza atmosfera, mogło tam być życie, a także życie inteligentne. Wiele zależy od tego, w co wierzymy. Istnieje pogląd, że życie rozwija się wszędzie tam, gdzie są po temu warunki. Dla przykładu na Ziemi życie powstało przypuszczalnie dwa razy – przed i po zderzeniu, które uformowało Księżyc. Dlaczego więc nie na Marsie? Inną rzeczą jest, czy życie musi koniecznie rodzić inteligencję. Nauka skłania się ku poglądowi, że to sprawa przypadku, całkiem zresztą nieprawdopodobnego. Ezoteryka natomiast zakłada celowość, co stawia całą sprawę w zupełnie innym świetle.

Jeśli chodzi o różnego rodzaju artefakty, które można wypatrzyć na zdjęciach powierzchni Marsa, to są one rzeczywiście intrygujące. Ale dopóki nie przyjrzymy im się z bliska…

Moim bardzo subiektywnym zdaniem o istnieniu Marsjan (dawniej i obecnie) świadczą najlepiej wyniki teleobserwacji, czyli rodzaju kontrolowanego jasnowidzenia, będącego w okresie Zimnej Wojny ściśle tajną techniką szpiegowską. Courtney Brown, wyszkolony teleobserwator i założyciel The Farsight Institute, obserwował Marsjan żyjących pod powierzchnią swojej planety oraz dwie grupy tych istot mieszkających na Ziemi. Z pomocą innych teleobserwatorów ustalił nawet dokładne miejsca ich pobytu. Jednym z nich jest wnętrze góry Santa Fe Baldy w Nowym Meksyku, dla nas niedostępne, drugim zaś pewne miejsce w Ameryce Południowej, którego lokalizację zna, lecz nie ujawnia. Czy dane pochodzące z teleobserwacji można uznać za wiarygodne? Courtney Brown, który jest naukowcem, uważa tę metodę pozyskiwania danych za naukową, ponieważ jej zasadniczą cechą jest powtarzalność. Otóż wykwalifikowani teleobserwatorzy, namierzając niezależnie od siebie ten sam cel, otrzymują zawsze te same wyniki. Ale to nie wystarczy, żeby uzyskane w ten sposób dane mogły być zaakceptowane przez naukę.

  1. Dzisiaj dysponujemy wystarczającą ilością dowodów wskazujących na to, że na Marsie istniały bardzo dobre warunki dla rozwoju życia – nawet rozwiniętego pod względem intelektualnym. Pytanie jest następujące: dlaczego naukowcy wciąż pomijają kwestię występowania inteligentnego życia pozaziemskiego, a wypowiadają się co najwyżej o ewentualnej egzystencji prymitywnych organizmów?

Właściwie odpowiedziałem już na to pytanie. Jest to kwestia tego, co nauka uważa za bardziej, a co za mniej prawdopodobne. Wydaje się, że życie jest dość powszechne, na przykład wierzymy, że może być przenoszone między planetami w meteorytach. Natomiast życie inteligentne wydaje się czymś niekoniecznym, a nawet egzotycznym. Jednakże Kosmos jest ogromny, więc mimo nikłego prawdopodobieństwa ich powstania,  cywilizacji powinno być nieprzebrane mnóstwo. Stąd programy nasłuchu radiowego (SETI). Skąd jednak pomysł, że cywilizacje będą porozumiewać się ze sobą w tak nieefektywny i powolny sposób? Bo nie potrafimy wyobrazić sobie lepszego?

Tym bardziej nie potrafimy sobie wyobrazić w ramach naukowego światopoglądu, że ktoś mógłby do nas przylecieć z wizytą. Dlatego wszelkie wieści o UFO są automatycznie odrzucane jako nienaukowe.

  1. Jeżeli założymy, że na Marsie rozkwitała cywilizacja, jaka dokładnie była przyczyna jej zagłady? Czy pana zdaniem katastrofa miała charakter naturalny, czy wywołana była atakiem innej kultury międzygwiezdnej?

Według całkiem dobrze uzasadnionej teorii pływów (R. C. Hoagland i M. Bara) Mars był kiedyś satelitą jakiejś planety, która się rozpadła (prawdopodobnie w wyniku zderzenia z inną planetą), w wyniku czego Mars został uwolniony, a przy okazji zbombardowany licznymi odłamkami. Była to oczywiście katastrofa na wprost niewyobrażalną skalę, której ślady można bez trudu zaobserwować w obecnej topografii planety. Bardzo trudno byłoby mi sobie wyobrazić, że mógłby to być rezultat czyjegoś świadomego działania.

  1. Czy zapoznawał się pan z badaniami na temat Marsa amerykańskiego fizyka prof. Johna Brandenburga?

Moja wiedza na ten temat jest powierzchowna. Hipoteza zniszczenia Marsa w wyniku wojny nuklearnej jest intrygująca, zwłaszcza że sformułował ją naukowiec na podstawie badań Marsa dokonanych przez próbniki. Trudno mi jednak uwierzyć, że rezultat zniszczeń byłby aż taki, jak obserwujemy obecnie.

Może Mars miał pecha wielokrotnie? Dla przykładu Courtney Brown przytacza swoją teleobserwację opisującą, w jaki sposób atmosfera Marsa ulotniła się w Kosmos.

  1. Ostatnim czasem głośno jest na temat załogowej misji na Marsa. Wizja takiej podróży jest fascynująca, jednak jak wiadomo, na dzień dzisiejszy człowiek nie jest w stanie bezpiecznie przebyć podróży na obcą planetę, ze względu na zbyt duże promieniowanie obecne w kosmosie, o czym doskonale wiedzą ludzie kierujący całym tym przedsięwzięciem. Czy sądzi pan, że kolonizacja Marsa może być tak naprawdę próbą odwrócenia uwagi ludzi od skrywanych faktów?

Według Materiałów Ra połowa ludzkości to reinkarnowani Marsjanie, którzy zaczęli rodzić się tutaj, kiedy zniszczyli swoją planetę (kłania się Brandenburg). Jeśli w to uwierzyć, przyczyna pędu na Marsa staje się bardziej zrozumiała. W przeciwnym razie trudno zrozumieć, że nikt nie próbuje najpierw skolonizować Antarktydy, co jest zadaniem o niebo łatwiejszym. Wygląda na to, że marsjański boom jest ruchem oddolnym, któremu państwowe instytucje co najwyżej kibicują. Nie widzę więc tutaj możliwości odwracania uwagi od czegokolwiek. W tej roli znacznie lepiej sprawdza się dezinformacja na temat UFO (ale to temat-rzeka).

  1. Czy wyobraża sobie pan dzień, w którym zostanie publicznie ogłoszone istnienie śladów cywilizacji na innych planetach, w tym na Marsie?

Próbuję to sobie wyobrazić. Było już kilka podejść w kwestii śladów życia na Marsie i nic z tego nie wynikło. Z marsjańską cywilizacją jest na pewno jeszcze gorzej. Marsjańska Twarz została oficjalnie zdyskredytowana za pośrednictwem dokładniejszych zdjęć – ale co, jeśli jej obecny wygląd jest skutkiem zniszczeń? Podejrzewam, że jako ludzkość jesteśmy niezdolni do przyjęcia jako prawdy czegoś, co przez wieki funkcjonowało jako mit, bo starannie oddzielamy od siebie te sfery. Jeśli znajdziemy namacalny dowód istnienia marsjańskiej cywilizacji, na pewno znajdzie się ktoś, kto wytłumaczy go w zupełnie inny sposób. Może jednak jestem nadmiernym pesymistą.

  1. Czy sądzi pan, że naukowcy prezentujący główny nurt naukowy są często zbyt dogmatyczni w swoim myśleniu? Ja osobiście niejednokrotnie spotkałem się z sytuacją, kiedy poważni profesorowie akademiccy zaprzeczali autentycznym badaniom naukowym, które przeprowadzono według akceptowanej metodologii, tylko dlatego, że wyniki badań były niezgodne z przyjmowaną powszechnie teorią naukową.

Ludzie przywiązują się do swoich poglądów, które dają im złudzenie uporządkowanego, zrozumiałego świata. Dotyczy to także naukowców, choć ich podstawowym obowiązkiem jest otwartość. Co prawda co jakiś czas następują rewolucje w nauce, ale zdarzają się one dopiero wtedy, gdy z bagażem przestarzałych poglądów nie daje się już dłużej żyć. Fakty uważane za poboczne mogą natomiast być ignorowane praktycznie w nieskończoność.

Oczywiście spotykamy też chlubne wyjątki, jak wspomniany powyżej John Brandenburg, czy też inni naukowcy publikujący z braku lepszej opcji w Internecie.

  1. Na koniec. Jak według pana mogą postrzegać nas inteligencje pozaziemskie? Czy sądzi pan, że mają one konkretne plany wobec Ziemian? Czy może nie przywiązują uwagi do naszej cywilizacji?

Ufologia, wspomagana przez teleobserwację i przekazy channelingowe, dysponuje w tej sprawie całkiem konkretną wiedzą. Zamiast więc gdybać, przedstawię po prostu to, co wiem na ten temat, licząc na wyrozumiałość spoglądającego z ukosa kota Schrödingera.

Otóż cywilizacje pozaziemskie obserwują nas od niepamiętnych czasów, ingerując także w nasz rozwój, a nawet genetykę. Zecharia Sitchin, opierając się na analizie starożytnych przekazów, twierdzi, że zostaliśmy stworzeni przez bogów-astronautów Mezopotamii jako rasa niewolników do pracy w kopalniach złota. Dopiero potem bóg Enki i bogini Ninhursag dali nam inteligencję i tym samym status istoty rozumnej. Inne cywilizacje także podobno ingerowały w nasz rozwój, traktując Ziemię jako planetę eksperymentalną. Jak podają Materiały Ra, jesteśmy obecnie objęci kwarantanną dla naszego dobra, z powodu zbyt wielkiego zainteresowania obcych cywilizacji ludzkością. Tym niemniej działają na Ziemi różne grupy Obcych. Najbardziej znani są Szarzy (klasyczne ufoludki), którzy zmierzają do stworzenia hybrydy z człowiekiem, co na razie nie bardzo im wychodzi (ale wyjdzie, bo owe hybrydy istnieją już w przyszłości). Na drugim miejscu są równie klasyczni Nordycy, na ogół przyjaźni i podobno spokrewnieni z nami. Na trzecim zaś wrodzy nam Reptilianie, którzy żywią się naszymi negatywnymi emocjami i dlatego są zainteresowani wywoływaniem konfliktów. Wygląda na to, że jesteśmy cywilizacją specjalnej troski, którą przyjaźnie nastawione istoty usiłują podciągnąć do wyższego poziomu, a jednocześnie przygotować nas na bezpośredni kontakt, który kiedyś nastąpi. Osławione kręgi zbożowe wydają się być symbolicznym przekazem skierowanym do naszej zbiorowej nieświadomości.

Wygląda też na to, że Obcy oddziałują podczas snu na umysły części z nas poprzez implanty wszczepione uprzednio przez Szarych (co zaobserwował Courtney Brown). Treścią tych sugestii jest pozytywny wizerunek Obcych i wydaje się, że część twórczości science fiction (ta optymistyczna) może być inspirowana w taki właśnie sposób. Przypomnę, że za mojej młodości zainteresowanie sf było czymś rzadkim, a obecnie jest właściwie normą, coś się więc przez ten czas zmieniło. Czy to przypadek? Kot Schrödingera wygląda tak, jakby spał, nie wiem więc, czy jest żywy, czy martwy.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Moje wywiady. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s